Burza, w mym życiu, ciele i umyśle.
Szalony tydzień za mną - szalony jeszcze jeden przedemną...
A potem już tylko zmiany - same pozytywne, potem chwila wytchnienia i znowu życie na full...
...Tajemniczo
Za 8 dni, 22 września zmieniam stan cywilny, opuszczam dotychczasowy stan panieństwa wkraczając i zasilając grono ustatkowanych mężatek...
W lutym zostanę mamusią.
Taką prawdziwą, a nie tylko ze słodkiego przezwiska... ;)
Cieszymy się strasznie ja i mój przyszły mąż.
Państwo B. wraz z malutkim, powoli kopiącym Bobaskiem :)
Tak, tak już będzie od soboty, a od niedzieli już na spokojniej na wydechu.
...chyba smialo moge powiedzieć, żę pisałam odzywałam się rok temu.. rok i jeszcze troszkę...
Czasem miałam ochotę usiąść i się odezwać, ale ochota przechodziła... osiem godzinn dziennie przed kompem robi swoje.. mam kompowstręt... życie.
Właśnie, życie co znim... z zyciem bez zamian. Monotonnia pracującej osoby, uczącej się i próbującej wyciągnąć z życia jak najwięcej póki jest się jeszcze młodym... względnie młodym...
...powiem tylko tyle że miniony tydzień okazał sie dla mnie dość chujowy...
Począwszy od poniedziałku kiedy to musiałam uspić mojego psiaka. Miałam go/ ją - bo to sunia była 12 lat, wyjazd na rok czasu wisiał nademną nie ubłagalnie - pokonałam go dzięki mojemu nowemu defektowi...
Wiec okazało się, że mam złamane żebro 11 czy 12 lekarze sami tego dokladnie nie wiedzą bo sie doliczyć nie mogą - :lol: w ich stronę - oraz na tym że złąmanym żebarku mam ubytek 30 mm co daje 3 cm dla osób nie lubiacych bawić się w przeliczanie skali... W dość efektywny sposób pozbyłam się wypłatowej gotówki. Szybki sposób. Tajemniczy dla wszystkich za wyjatkiem mnie.
Ale żeby nie było, że jestem starą pierdołą i zrzędą dodam iż były równiez miłe aspekty tego tygodnia jak: przedłużeniowe podpisanie umowy o pracę, "zaklepanie" nowego psiaka, rezygnacja z wyjazdu ( trochę przymusowa) oraz dzisiejszy przyjzad brata - choć to się już teoretycznie nie wlicza w miniony tydzień.
Choc teraz gdy już wiem, na 100% że nie wyjadę w styczniu... żałuję... chciałabym zostawić ten cały burdel za sobą, pozamykać drzwi innym przed nosem, zacząć żyć na swój rachunek. Mój i tylko mój. Swój. Od początku do końca.
W "raju"* choć już dawno minęło półtora roku zaczynają opadać liście, drzewo** zaczyna obumierać... Czy mi smutno czy przykro? Raczej nie, pielęgnowanie, i troszczenie o to drzewo staje sie z wolna irytujące. Ja irytuje drzewo a drzewo mnie...
Może najwyższy czas już je ściąć?
* mój związek
** Mój Ony
Ide na objadek. Jedno kiwi i 2 pety. Chyba wystarczy.